Najgorsze piece znów wracają do łask. Wszystko przez nowe przepisy
Energetyczny absurd? Dwie klasy dla jednego domu
Nowe przepisy przygotowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii miały wprowadzić przejrzystość w ocenach energetycznych budynków. Zamiast tego, według organizacji społecznych, wprowadzą jeszcze większy chaos, którzy niektórzy wykorzystują na swoją korzyść. Okazuje się, że ten sam dom będzie mógł mieć jednocześnie najwyższą klasę energetyczną A. i jedną z najgorszych. F. Brzmi absurdalnie? Niestety, to nie żart. Zobaczcie, co zmienią nowe przepisy.
Dlaczego tak się dzieje?
Wszystko przez to, że świadectwo charakterystyki energetycznej budynku ma teraz zawierać dwie osobne klasyfikacje: jedna oparta na wskaźniku zużycia nieodnawialnej energii pierwotnej (EP), a druga na rzeczywistym zużyciu energii, tzw. energii dostarczonej netto (ED). Problem polega na tym, że wskaźnik EP może sztucznie zawyżać ocenę, jeśli w domu zamontowano np. tani piec na drewno.
“Kozy” znów popularne. I to nie przez sentyment
Eksperci ostrzegają, że nowe przepisy mogą doprowadzić do masowego powrotu do najtańszych, najbardziej zanieczyszczających pieców, tzw. „kóz”. Choć emitują mnóstwo zanieczyszczeń, są traktowane jako ekologiczne, bo spalają biomasę, a ta w rozporządzeniu uznawana jest za paliwo odnawialne.
Efekt? Stary, nieszczelny budynek ogrzewany kopciuchem na drewno może „magicznie” uzyskać klasę energetyczną A. W praktyce oznacza to niższe rachunki tylko na papierze, za to realnie gorsze powietrze dla wszystkich.
Smog w natarciu. Czy pomoże technologia?
Organizacje takie jak Polski Alarm Smogowy alarmują, że nowe regulacje uderzą w jakość powietrza w Polsce. W miastach i wsiach znów może wzrosnąć liczba dymiących kominów, a poziom smogu, zwłaszcza zimą, skoczy w górę.
W obliczu tych zmian warto przypomnieć o technologii, która może chociaż częściowo złagodzić skutki tej sytuacji. Mowa o oczyszczaczach powietrza, które dzięki nowoczesnym filtrom HEPA i węglowym potrafią skutecznie usuwać z powietrza pyły zawieszone (PM10, PM2.5), dym i alergeny. Choć nie są rozwiązaniem systemowym, mogą pomóc chronić zdrowie, zwłaszcza dzieci, seniorów i osób z problemami oddechowymi.
Co dalej?
Choć intencje ustawodawców mogły być dobre, to sposób ich realizacji budzi ogromne kontrowersje. Pod projektem protestu przeciwko nowym przepisom podpisały się liczne fundacje i instytuty, które wskazują, że takie podejście nie tylko wprowadza w błąd konsumentów, ale może też być sprzeczne z unijnym prawem.
Czy rząd cofnie się pod presją społeczną? Na razie pozostaje obserwować rozwój wydarzeń i… częściej sprawdzać jakość powietrza w swoim otoczeniu.