Nawałnice niszczą miasta, a nie nawadniają roślinności

Napisany przez w
Nawałnice niszczą miasta, a nie nawadniają roślinności

Ostatnio w mediach społecznościowych pojawiło się wiele zdjęć porównujących decyzje modernizacyjne ratuszy miast, które dokonały się w ciągu ostatnich lat. Wynika z nich, że z przestrzeli miejskiej znika w zatrważającym tempie roślinność na rzecz „betonizacji”. Apel internatów został zauważony przez władze lokalne, które coraz częściej zaczęły deklarować wprowadzanie zmian w tym kierunku. Dlaczego o tym mówimy? Ponieważ w ostatnim czasie przez Polskę przeszły burze z gradem, które zamiast nawodnić roślinność zalewały miasta. Przyczyną tego stanu rzeczy jest szerząca się „betonoza” miast.

Ulewy bez korzyści dla środowiska

Zdaniem hydrologów w ostatnich latach obserwujemy niemal naprzemienne okresy drastycznych upałów, które przeplatane są występowaniem intensywnych ulew z burzami i gradem. Sprzyja to zalewaniu kolejnych miejscowości, za sprawą wybetonowania znacznej ich powierzchni. Szacuje się, że tylko w Małopolsce w 2020 roku zdarzyło się kilka ulew, kiedy na 1 metr kwadratowy spadło tyle wody, które powinny pojawić się w ciągu kilku miesięcy. A przyroda nie nadąża z jej wchłonięciem, co skutkuje tym, że woda zaczyna zalewać budynki mieszkalne. Bywa także, że po nawałnicach upał od razu wraca, przez co duża jej część wyparowuje i znów nastają dni suszy.

Zmiana klimatu przyczyną częstszych nawałnic?

Hydrolodzy zauważają, że z roku na rok zmniejsza się liczba dni bez opadów, jednocześnie wzrasta liczba tych z intensywnymi, którym to często towarzyszą burze i grad. Dotychczas nawałnice z opadem 30 litrów na metr kwadratowy występowały wyłącznie 5-6 dni w roku, a obecnie zdarzają się nawet 10 dni rocznie. Te skrajności są coraz częstsze i to nie tylko w Polsce.

Czy z intensywnych opadów można mieć jakąś korzyść?

Tutaj za przykład może posłużyć Gdańsk, który po częściowym zalaniu, wybudował trzy zbiorniki retencyjne, które magazynują nadmiar deszczówki. Idąc o krok dalej miasta coraz bardziej wspierają lokalnych mieszkańców – właścicieli prywatnych posesji i zachęcają ich do magazynowania wody, w zamian za co oferują zmniejszenie podatku od deszczu.

Czym jest podatek od deszczu i o co w nim chodzi?

Przypominamy, że ów podatek obowiązuje w Polsce od 2018 roku i wynika z ustawy o Prawie Wodnym. Podatek od deszczu to nic innego jak opłata za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej na skutek wykonywania na nieruchomości o powierzchni wyższej niż 3500 m2 robót lub obiektów budowlanych, które to są trwale związane z gruntem i mają wpływ na zmniejszenie tej retencji przez wyłączenie więcej niż 70% powierzchni nieruchomości z powierzchni biologicznie czynnej na obszarach nieujętych w systemy kanalizacji otwartej lub zamkniętej.

Opłaty tej nie wnosi się jedynie za jezdnie dróg publicznych i drogi kolejowe, z których to woda odprowadzana jest do wód lub do ziemi przy pomocy urządzeń wodnych, które umożliwiają retencję lub infiltrację tych wód. Ów podatku nie płacą także kościoły i inne związki wyznaniowe.

Ile wynosi podatek od deszczu?

Jeżeli na działce zamontowane jest urządzenie do retencji wody o pojemności wyższej niż 30 procent z odpływu rocznego z danej powierzchni, wówczas opłata wynosi 5gr za 1m2 a jeżeli takiego urządzenia nie ma podatek od deszczu wynosi 50 gr za 1 m2.

Betonizacja sprzyja smogowi?

Nie od dziś wiadomo, że rośliny są w stanie pochłaniać część zanieczyszczeń z powietrza. Rosnąca betonizacja miast nie sprzyja czystemu powietrzu. Internauci nie pozostawili suchej nitki na władzach miast, które to swoimi decyzjami sprawiły, że z rynków większości miast zniknęła zieleń, której jeszcze 20 lat temu było dużo.